poniedziałek, 8 października 2012

Udany dzień

Dzisiaj mam dobry humor, zdarzyły się same dobre rzeczy. Moja mam wróciła z zagranicy, co oznacza, że mogę wrócić do swojego domu. Jak tylko wróciłam, to pierwsze co zrobiłam, to weszłam na wagę. Mój pierwszy mały sukces, schudłam 1,9 kg. Wiem ,że to niewiele, ale daje mi motywację do dalszej pracy nad sobą. Aktualnie moje BMI wynosi 19,9, więc dużo pracy przede mną. Aaa jedyną nieprzyjemną rzeczą dzisiaj było to ,że moja pierwsza praca na studiach nie została zaliczona.:( Jutro spotykam się z ,,kolegą". Tkwię w takim układzie, że ja go lubię, a on na to nie zwraca uwagi, no ale cóż, zobaczymy jak schudnę...
Buziaki, lecę do Was!
Bilans:550 kcal

niedziela, 7 października 2012

weekend

Nie było mnie przez weekend ponieważ musiałam odwiedzić dziadków i nie miałam internetu. Bałam się trochę, że Babci uda się we mnie wcisnąć niepotrzebne kalorie, jednak to ja wygrałam tym razem i nie przekroczyłam limitu 700 kalorii na dzień. Jutro znowu na studia... Dopiero się zaczęły a już mam trochę dosyć. Są ciekawe, to prawda, ale jednocześnie dużo bardziej wymagające. Na jutro zaplanowałam ok. 600 kalorii i mam nadzieję, że wypełnię plan. Robię też codziennie a6w, ale słyszałam, że efekty są widoczne dopiero po trzech tygodniach ćwiczeń, próbowałyście może? Trzymajcie się motylki, lecę do Was!;*

czwartek, 4 października 2012

T+P

Sorry, że tutaj, ale gdzieś muszę to z siebie wyrzucić. Dzisiaj miałam kolejny nieprzyjemny dzień, co sprawiło, że złamałam wszystkie zasady mojego żywienia.:( Po tym zajęciach byłam umówiona z Tatą na kawę żeby dosyć poważnie porozmawiać. Oczywiście gdy się już spotkaliśmy mój Tata stwierdził, że chce iść na pizze, a ja głupia, żeby go nie denerwować zgodziłam się. Nie chciałam jeść więc, od razu zaczął robić mi wyrzuty i koniec końców zjadłam pizze, najgorszą rzecz jaką tylko można. Wszystko przez to, że nie potrafię sprzeciwić się w niczym mojemu ojcu. Jak miałam 9 lat moi rodzice rozwiedli się i od tej pory mam napięte stosunki z tatą, szczególnie jak muszę rozmawiać z nim o sprawach pieniężnych, nienawidzę tego... Zawsze traktuje mnie jak partnera biznesowego z, którym negocjuje a nie jak rodzoną córkę, ogólnie rzecz biorą zero ciepła. Przez to wszystko znowu mu uległam, zrobiłam jak chciał. Naprawdę potrzebuję waszego wsparcia, boję się ,że już nie jestem taka silna jak kiedyś. Trzymajcie się, lecę do Was!:*
W sumie dzień zawaliłam, zjadłam 1800kcal;(

środa, 3 października 2012

deszczowy dzień

Podobno życie studenckie powinno być cudowne, beztroskie itd., pytam się więc jak to się stało, że jestem na pierwszym roku i mam jeszcze większego doła niż zawsze. Nic mi się nie chcę, a mówię tu o imprezach i wyjściach ze znajomymi. Dziś na przykład mam imprezę integracyjną, ale nie mam siły na nią iść, wolę siedzieć w domu. Zaczęłam od pierwszego roku dwa kierunki za namową mojej mamy i nie mam zielonego pojęcia jak mam je pogodzić. Do tego boję się, że stracę starych przyjaciół, bo im bardziej zaprzyjaźniam się z aną, tym bardziej tracę kontakt ze znajomymi, bo z nimi nie mogę rozmawiać o "tych" sprawach. Pierwsze zajęcia z angielskiego i już mi się dostało... Cała grupa siedziała na sali, mieliśmy wstęp jakąś organizację roku itp., a potem mieliśmy się przedstawić i odpowiedzieć na parę pytań. Nie wiem czemu, ale kobieta spytała się mnie czy mam chłopaka, nastąpiła chwila ciszy, a potem odpowiedziałam ,że nie, nie chciałam kłamać, nie wiem dokładnie dlaczego, ale poczułam się strasznie upokorzona tym pytaniem. W tym momencie w mojej głowie pojawił się obraz tego jak wyglądam i od razu wiedziałam czemu nie mam chłopaka, kto by chciał kogoś takiego..
Dzisiejszy bilans:
śniadanie: kanapki z szynką i pomidorem :349 kcal
kolacja: kanapka z jajkiem+kabanos       :615 kcal
Suma:964 kcal
Bilans niestety dzisiaj gorszy:(

wtorek, 2 października 2012

powracam

W końcu wróciłam do domu, do internetu. Wakacje powinny być najlepszym czasem w ciągu roku, dla mnie niestety nie były. Z początku wszystko dobrze mi szło, ale jak wyjechałam na cały wrzesień na wieś, gdzie nie miała ani internetu ani wagi! to wszystko się posypało. Urosłam w szerz jeszcze więcej tak ,że już nie mogę na siebie patrzeć (65kg). Najgorsze jest to, że w tym roku zaczęłam studia i poszłam taka gruba. Muszę to zmienić, bo inaczej nie wytrzymam sama ze sobą.
Dzisiejsze jedzenie:
rano: tost z masłem:       201kcal
lunch: kawa:                  250kcal
kolacja: chleb z jajkiem:  85kcal
Suma:536

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

hmmmm, mam mały kryzys ale się nie złamałam.  Znowu spotkało mnie rozczarowanie ze strony mojego ojca a już mu prawie zaufałam. Dzisiejszy bilans:
-śniadanie: jajecznica 150 kcal
-obiad: naleśnik z serkiem 240 kcal
-kolacja: serek wiejski 100 kcal
Dzisiaj oczywiście a6w w planach, a jazda konna już za mną. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej....

sobota, 4 sierpnia 2012

Początki są dobre, jak zawsze. Na początku 700 kcal i duży wysiłek fizyczny. Jestem wściekła, bo tam gdzie jestem nie ma wagi i nie mogę się kontrolować. Ciężko mi jedynie podczas wysiłku w pełnym słońcu, ale jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. W środę wracam do domu, ale będę sama więc nikt nie będzie mógł patrzeć ile jem. Boję się tylko co będzie jak wyjadę na wakacje z mamą.. Kiedyś nie przejmowała się moimi ,,dietami", ale jak zaczęły się problemy to zwróciła uwagę i zaczęła się kontrola, no ale zobaczymy coś będę musiała wymyślić.
Trzymajcie się motylki i napiszcie co u Was!